Czy humor w pracy jest potrzebny?

Humor w pracyNiestety, przyjęło się, że Polacy to naród malkontentów. Wydaje się to być prawdą, gdyż ciągle skupiamy się na tym, co się nam nie udało. Generalnie szklanka jest dla nas raczej do połowy pusta, niż pełna. Uwielbiamy narzekać. Czy jednak kiedyś zastanowiliśmy się, co mamy z tego narzekania?

Osoby z poczuciem humoru są pełne radości oraz bardziej lubiane. Do życia podchodzą z dystansem i nie załamują się pod ciężarem porażek. Łatwiej też nawiązują znajomości w pracy i w życiu osobistym, szybciej wchodzą w relacje z innymi, są dużo bardziej komunikatywne i lubiane. A to wpływa na ich relacje z otoczeniem. Humorem potrafią rozładować napiętą atmosferę w pracy, załagodzić konflikt, skonsolidować grupę, przez co stają się jej liderami, szczególnie w obliczu trudnej sytuacji w firmie i spowolnienia gospodarczego. To osoby, które nie są wesołkowate czy niepoważne, wiedzą jednak, że humor jest skuteczną metodą walki ze stresem. Dlaczego?

Humor uczy nas dystansu do rzeczywistości, jest okazją do spojrzenia z innej perspektywy na codziennie problemy w pracy. Terapia śmiechem jest znaną i skuteczną metodą w terapeutyczną. Słysząc zewsząd o kryzysie, zwolnieniach i spadkach akcji, ponosi się nasz poziom stresu. Humor jest sposobem na jego rozładowanie. Śmiech sprzyja obniżeniu napięcia emocjonalnego, psychicznego i fizycznego. Rozluźnia mięśnie i uwalnia w organizmie hormony szczęścia – endorfiny. Równocześnie obniża poziom hormonu stresu – kortyzolu. Jednym słowem same korzyści!

Opowiadajmy zatem dowcipy, cieszmy się i z humorem podchodźmy do problemów, na które napotykamy.

 

 

Kobieta w świecie męskiego biznesu

Kobieta w świecie męskiego biznesuRola kobiet działających w biznesie zmieniła się w Polsce w ciągu ostatnich 2-3 lat. Coraz więcej kobiet piastuje odpowiedzialne stanowiska w strukturach firmy, zostaje szefami, dyrektorami czy menadżerami wyższego szczebla.

W ostatnich latach wzrosła też liczba firm, organizacji, przedsiębiorstw czy fundacji prowadzonych przez kobiety. Badania przeprowadzone w 2004 roku przez Krajową Izbę Gospodarczą pokazały, że polskie bizneswomen prowadzą więcej małych firm niż kobiety w innych krajach. Zatrudniają średnio 10-15 osób, podczas gdy w Europie panie najczęściej prowadzą działalność jednoosobową.

Polskie kobiety biznesu są ambitne i pracowite. Śmiało dążą do wyznaczonego celu, wspinając się po szczeblach kariery lub zakładając własne firmy. Sukces osiągają dzięki umiejętności łączenia wytrwałości, pasji i ciężkiej pracy.

Jednocześnie kobiety chętnie zdobywają wiedzę i nowe umiejętności. Kończą studia z bardzo dobrymi wynikami, równocześnie zdobywając doświadczenie zawodowe. Aktywność zawodową podejmują często już na drugim roku studiów. Kończą coraz więcej kursów, szkoleń, a tym samym tworzą kadrę bardzo dobrze przygotowaną do pracy.

ONZ opublikował badania, wg których dyplom wyższej uczelni uzyskało 9,6 proc. polskich pań i tylko 8 proc. mężczyzn. Rośnie zatem pokolenie młodych, dynamicznych, wykształconych kobiet. Niestety wykształcenie Polek nadal nie idzie w parze z wyrównanymi szansami na rynku pracy i wysokimi płacami.

Mimo rosnącej liczby kobiet w biznesie, na świecie wśród osób związanych z władzą i zarządzaniem na najwyższych szczeblach wciąż dominują mężczyźni. Niechęć do czynienia kobiet liderkami widoczna jest szczególnie na arenie politycznej, gdzie kobiety niezwykle rzadko bywają dopuszczane do kluczowych stanowisk. Także w biznesie na najbardziej prestiżowych posadach kobiety zasiadają stosunkowo nielicznie i wciąż stanowią mniejszość w grupie menedżerów najwyższego szczebla.

Czy przyczyną tego stanu rzeczy jest przekonanie, że kobieta będzie gorszym szefem? Co powoduje, że doskonale wykształcone kobiety z trudem osiągają wysokie stanowiska?

Przyczyny tej sytuacji mają głębokie korzenie. Część z nich ma swoje podłoże w stereotypach dotyczących płci. Kobiety od wieków były wychowywane do pełnienia roli matek i opiekunek. Przygotowywano je do pełnienia roli wychowawczych, nie zaś zarządzających. Na gruncie zawodowym kobiety nadal często są oceniane przez pryzmat tych narzuconych kulturowo ról. Pracownicy, współpracownicy, przełożeni nierzadko oczekują od kobiet-szefów zachowań typowo opiekuńczych. Kiedy kobiety-liderki próbują podejmować twarde decyzje biznesowe, często dochodzi do tarć. Powodem jest dychotomia ról kobiety-opiekunki i kobiety-szefa. Gdy kobieta-szef podejmuje decyzję o zwolnieniach pracowników, bywa spostrzegana jako przełożony bez zasad, nie liczący się z innymi. Spotyka się z określeniami „pozbawionej uczuć, twardej  baby” – jak określiła to jedna z moich Klientek, szefowa działu wdrożeniowego. Dzieję się tak dlatego, że decyzja o zwolnieniach,  kłóci się z kulturowo usankcjonowaną rolą kobiety i oczekiwaniami społecznymi, zgodnie z którymi kobieta powinna być delikatna i szczególnie wyczulona na dobro innych. Kiedy  mężczyzna-szef podejmuje tę samą decyzję, odbierany jako zdecydowany i myślący o przyszłości firmy.

Podobnie przedstawia się sytuacja, w której kobieta-szef jasno i dobitnie przedstawia swój punkt widzenia. Będąc doradcą w jednej z firm, zauważyłam, że szefowa działu finansowego była określana mianem „surowej, bezdusznej i zbyt wymagającej”. Okazało się, że była to kobieta, która zdecydowanie  i bezpośrednio komunikowała zadania swoim pracownikom. Dlaczego więc była odbierana jako osoba bezduszna? W myśl stereotypów bowiem w kobiecej naturze leży tendencja do wyrażania się w formie próśb lub sugestii, a nie bezpośrednich nakazów. Sformułowanie „czy mogłaby pani spojrzeć na to rozliczenie w wolnej chwili?" jest stereotypowo bardziej kobiece niż zdanie „proszę przejrzeć to rozliczenie i do wtorku przedstawić mi pełne sprawozdanie". Kobiety, które komunikują się w ten sposób, tj. asertywnie wypowiadając swoje opinie, często spotykają się z epitetami „agresywnej”, „nie miłej” albo wręcz „pyskatej”.

Kolejny czynnik, który blokuje szanse pań na awans, leży w samych kobietach. Niestety, często same siebie nie doceniamy. Uważamy, że na kierowniczym stanowisku lepiej sprawdzi się mężczyzna, że mamy za niskie kwalifikacje albo brakuje nam zdolności przywódczych. Takie myślenie powoduje, że kobiety same podważają własny autorytet. Dużo rzadziej niż mężczyźni potrafią też docenić własny sukces. Zwykle bardziej koncentrują się na tym, czego nie zrobiły, niż na tym, co osiągnęły. Tendencji tej towarzyszy też często tzw. lęk przed sukcesem, czyli myślenie w kategoriach „nie wypada się chwalić, bo inni pomyślą, że jestem zarozumiała”. I tak kobieta-szef często ukrywa swój sukces, nie mówi o nim i przypisuje go całemu zespołowi, nie zaś sobie.

Dodatkowym mechanizmem ograniczającym kobietom dostęp do wysokich stanowisk jest tzw. „efekt szklanego sufitu”. Polega on na tym, że kobieta, aby zdobyć kierownicze stanowisko, musi napracować się dwa razy ciężej niż mężczyzna. Z tego powodu wiele pań woli założyć własną firmę niż piąć się po szczeblach kariery jako najemny pracownik.

Co więcej, kobiety mają tendencję do postrzegania swoich współpracownic z kategorii rywalek. Znaczna część pań zajmujących wysokie stanowiska osiągnęła sukces, przyjmując męskie reguły gry. Aby się przebić, musiały być twarde i dużo wymagać od siebie. Są przekonane, że tylko taka strategia prowadzi do błyskotliwej kariery i dają to odczuć swoim współpracownicom oraz podwładnym. Zarządzają, kierując się zasadą: „chcesz być taka jak ja, to musisz pracować ponad siły, tak jak ja”.  Nie dają innym kobietom prawa do słabości, bywa też, że traktują posiadanie rodziny jako przeszkodę w osiągnięciu sukcesu i dyskryminują swoje koleżanki z pracy.